Kiedy czuję, że ubywa IQ. Rozwój, a rodzicielstwo.

Zastanawiasz się czasem, o co chodzi z tymi chwilami kiedy czujesz jakby zmalało Ci IQ? 

Czy potrafisz zatrzymać się na moment, między błądzeniem po „jak to szło?” a „mam to na końcu języka”, plus jakieś mamrotanie, bo słowa są trudne? Miałam ostatnio możliwość skupienia swojej uwagi na takiej chwili. Zrozumienia w jakich okolicznościach odczułam ten spadek i co mógł oznaczać. 

Siedzieliśmy z Frankiem i przyjaciółką. Piątek wieczór, domowe pizze i serial przygotowany na binge. W międzyczasie wywiązywały się przeróżne rozmowy, te od serca, te z humorem. W trakcie nich, zdarzyło się przyjaciółce i mnie tak przegadać jakąś sprawę, że dosłownie widać było świecącą żarówkę nad jej głową. Te „aha moments”, przy czym dotyczyły jej świadomości i wyborów. Wieczór trwał, skończył się, minął dzień… i znowu leżałam w łóżku, gotowa przyjąć każdą myśl proszącą o uwagę przed snem. Tego dnia przyszła refleksja naszego spotkania. Tych momentów kiedy IQ zachowywało się jakby coś w środku robiło na kalkulatorze

 „dodaj dziesięć, odejmij piętnaście…

a jeszcze pięć odejmę”


I swój aha moment miałam ja! 

Serial, który zjedliśmy w ten wspólny wieczór, to Otwórz Oczy, z netflixa. Był tam wątek przekazywania talentu, jednak nie będę dalej spoilerować. Ten wątek uświadomił mi, co tak naprawdę czuję, gdy inteligencja mówi „nie”. 

Ta energia, którą wykształcam, otwartość i autentyczność. One tworzą bezpieczną przestrzeń dla moich emocji ale też automatycznie dla osób w moim otoczeniu. Jeśli więc spędzam czas z osobą, która próbowała odnaleźć w sobie zrozumienie i nasz kontakt na to pozwala, to do tej osoby idzie dosłownie PRZEKAZANE zrozumienie (jak energia). Na chwilę tracę zdolność wysławiania, zupełnie jakbym potrzebowała naładować baterie mózgu. Tak jak osoba ze świecącą żarówką może czuć się nieswojo z zyskanym spokojem, przebodźcowana wręcz przez wymaganą do przełomu siłę. Tak i ja w tej wymianie potrzebuję regeneracji. 

Czemu w ogóle o tym piszę? Bo alchemiczny przebłysk poniosł mnie dalej, do przyjrzenia się swoim rodzicom. Czy oni oddawali tak swoją energię mnie i bratu, kiedy poznawaliśmy świat i siebie? Dopóki mama czy tata poświęcali nam te uwagę, dosłownie wysysaliśmy ich nauki. Te celowe, przypadkowe, pozytywne czy negatywne. I widząc tatę, który emocjonalnie stoczył się już dawno, ale też jego wygląd, aura, myśli. Jakby od lat funkcjonował na deficycie energii niezbędnej do rozwoju i myślenia. Z drugiej strony mama, otwarta i chętna uczyć się, słuchać o tym jaką wizję świata malują młodsze pokolenia. I jej blask trwa, jej błyskotliwość i gotowość do wsparcia. Dodatkowo, swoje myśli mogłam sprawdzić na przykładzie rodziców Frania. Do teraz nie przestali rozwijać swoich zainteresowań, poznawać nowe, ćwiczyć umysł. Ich energia wydaje się żywsza. 

Mam wrażenie, że to pokazuje jak ważne jest nieosiadanie w jednej roli. Będąc rodzicem, zrób wszystko, co w twojej mocy aby mieć zajęcia zwiększające energię, którą garściami będzie zdzierać z ciebie maluch. 

Tak teraz sobie myślę, że to co potrzebne jest dziecku do rozwoju, ono chętnie odda kiedy pójdzie w świat i nauczy się teraźniejszości. Jako dorosły, zachowując ciekawość i otwartą głowę na te nauki, zyskuje się nielimitowane podkłady ciekawych pomysłów i opcji na podniesienie swojej inteligencji. Wierzę, że jej poziom może urosnąć względem wartości posiadanej przed rodzicielstwem. Nauka się nie powinna kończyć nigdy, a uczyć możemy się wszystkiego. 

Komentarze